sobota, 17 października 2015

7. A nie mówiłem?

Mandy

Dzisiaj ostatni dzień szkoły, a dokładniej zakończenie roku szkolnego. Bardzo cieszę się, że są wakacje jednak bardzo boję się tego co będzie po nich. Nie mam żadnych planów na przyszłość tak jak to miałam zawsze w zwyczaju. Kiedyś miałam wszystko zaplanowane, a teraz nie wiem co będę robiła jutro. Boje się tego, że nie dostanę nigdzie pracy. Że nie będę miała gdzie się podziać. Bo przecież nie mogę mieszkać cały czas z Justinem. Kocham go jednak nie mogę mu ciągle siedzieć na głowie. On też w końcu sobie kogoś znajdzie i będzie chciał ułożyć własne życie. Ja mu tylko przeszkadzam.
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę szkoły. Justin wyszedł wcześniej bo miał jeszcze jakąś ważną sprawę do załatwienia.

Doszłam pod budynek szkoły i zaczęłam szukać wzrokiem kogoś z mojej klasy. Niestety jak na złość nikogo nie widziałam. Postanowiłam usiąść już na swoim miejscu i czekać na rozpoczęcie ceremonii. Na moje szczęście nie trwało to długo, bo już po kilku minutach miejsca zaczęły się wypełniać, a na "scenę" wszedł pan dyrektor i zaczął swoją przemowę.

Ku mojemu zaskoczeniu szkołę skończyłam z wyróżnieniem. Jest to dla mnie ogromna nagroda, bo przez ostatnie dwa lata bardzo ciężko trenowałam i starałam się wszystko przygotowywać perfekcyjnie. Justin od początku twierdził, że nie ma innej opcji niż skończenie tej szkoły z wyróżnieniem, jednak ja nie byłam tego pewna, aż do dzisiaj. 

Weszłam do domu i ściągnęłam buty. Ponad cztery godziny w szpilkach to jak dla mnie zdecydowanie za dużo. Nigdy nie lubiłam ich nosić, a tym bardziej tak długo, jednak czasami było to po prostu konieczne. Zaczęłam szukać Justina, jednak domyśliłam się, że jeszcze nie wrócił ze swojego zakończenia. Korzystając z okazji, że miałam chwilę spokoju poszłam wziąć szybki prysznic, po czym pomalowałam sobie paznokcie. Miałam do tego talent. Zawsze lubiłam to robić, lecz nigdy nie zajmowałam się tym tak na poważnie. To taki mój mały "dar". Pamiętam jak moja mama zawsze mówiła, że umiem namalować coś na paznokciach ładniej niż ona na kartce.

Po dwóch godzinach siedzenia przed telewizorem usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko poderwałam się z miejsca i poszłam otworzyć. Fala śmiechu ogarnęła moje ciało, gdy zobaczyłam szatyna obładowanego nagrodami. Ten nic nie powiedział tylko skarcił mnie spojrzeniem idąc do salonu.

U Justina w szkole, było bardzo fajnie, ponieważ na koniec roku otrzymywało się nagrody w różnych ( czasami głupich ) rzeczach np. " Nagroda za najlepszy uśmiech " albo " Nagroda za najlepszą stylówkę ". Było tego mnóstwo i już zdążyłam się przyzwyczaić, że szatyn od kąt chodzi do tej szkoły zgrania prawie wszystkie. No, ale nie ma co się dziwić on jest po prostu ideałem.

- Bieber, nie uwierzysz ! - Krzyknęłam do niego, gdy ten nalewał sobie wody do szklanki. Za pewne te statuetki trochę ważyły. Spojrzał na mnie pytająco. - Skończyłam z wyróżnieniem ! - Podskoczyłam w miejscu, by po chwili znaleźć się w objęciach szatyna, który wziął mnie do góry i okręcił kilka razy w okół własnej osi.
- A nie mówiłem ?

sobota, 13 czerwca 2015

Informacja

Cześć wszystkim !

Jak wiecie nie było mnie tutaj przez jakiś okres czasu i bardzo, bardzo, bardzo was za to przepraszam. Po prostu był to okres w moim życiu kiedy zaczęło się coś dziać i oczywiście było to wszystko na raz. Szkoła, szkoła muzyczna, śpiew, taniec, zawody...to wszystko działo się w tym samym czasie, a przecież zbliżają się wakacje, więc trzeba mieć dobre oceny na koniec roku co jeszcze bardziej potęgowało to wszystko. Ogólnie rzecz biorąc nie miałam czasu się wyspać, a co dopiero wchodzić na facebooka czy bloga. Nawet nie było czasu napisania notki, bo albo komputer wariował, albo gdy się za to brałam, coś innego trzeba było zrobić i tak oto notka pojawia się dopiero dzisiaj.
Oceny są już wystawione, wakacje za 2 tygodnie, więc mogę wrócić do bloga i pisania opowiadania. Tak więc...mam nadzieję, że zostaliście ze mną tutaj i jeszcze trochę was jest :D
Rozdział już jutro :D

Pa Robaczki !

sobota, 25 kwietnia 2015

6. Nie uwierzycie.

Mandy 

2 lata później 

Przez ostatnie dwa lata mojego życia wiele się zmieniło. Nie jestem w stanie określić, czy na lepsze, czy na gorsze, jednak wiem, że teraz jestem szczęśliwa. Cieszę się, że tak to wszystko się potoczyło. Od momentu, w którym Justin podarował mi klucz od magazynu, w którym trenujemy teraz razem z naszymi przyjaciółmi nasze relacje się zmieniły. Stał się moim najlepszym przyjacielem, aniołem stróżem, który zawsze mi pomagał w trudnych chwilach. Był ze mną zawsze gdy go potrzebowałam. Po jakimś czasie nie umieliśmy wytrzymać bez siebie nawet jednego dnia. Kocham go jak brata i chyba do końca życia będę mu wdzięczna za to co zrobił. Pomógł mi przejść przez depresje i wydobył dziewczynę, którą za wszelką cenę próbowałam ukryć - Prawdziwą ja.
Depresja...w ciągu ostatnich dwóch lat nie było zawsze kolorowo. Dokładnie osiemnaście miesięcy temu zginęli moi rodzice. Był to niefortunny wypadek samochodowy spowodowany niestety przez jakiegoś pijanego kierowcę. Długo nie mogłam się pogodzić z myślą, że jestem sierotą, lecz Justin pomógł mi się wydostać z tej czarnej otchłani, która z dnia na dzień coraz bardziej mnie do siebie wciągała. Przygarnął mnie do swojego własnego mieszkania i dawał poczucie bezpieczeństwa.
Katy razem z Chrisem tworzą najsłodszą parę na całym świecie. Często wychodzimy gdzieś razem, we czwórkę. Oni jako para, a ja i Justin jako przyjaciele. Był też czas kiedy starali nas ze sobą zeswatać i Katy pod pretekstem babskiego wieczoru, a Chris pod pretekstem wspólnego oglądania meczu ściągali nas do jednego domu, gdzie była gotowa romantyczna kolacja, jednak ja i Justin byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy w stosunkach czysto przyjacielskich i nigdy nie braliśmy takich spotkań na poważnie.
Oczywiście ja dostałam się także do mojej wymarzonej szkoły tanecznej i teraz jestem na drugim roku. Justin postanowił, że pójdzie trochę inną drogą i wybrał śpiew. Dalej tańczy i przychodzi na próby, jednak chodzi do szkoły muzycznej gdzie rozwija swój, nie powiem, ogromny talent wokalny i nie tylko. Nauczył już się grać na fortepianie i gitarze, jednak myślę, że gitara to instrument postanowiony u chłopaka na pierwszym miejscu.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk zamykanych drzwi. Oczywiście był to Justin, który pojechał po zakupy i miał wrócić za chwilę, jednak zajęło mu to prawie dwie godziny.
Zeszłam na dół i zauważyłam chłopaka obładowanego w siatki z jedzeniem. Pośpiesznie do nie poszłam i chwyciłam kilka torem po czym położyłam na stole.
- No zaszalałaś Bieber. - Powiedziałam do bruneta gdy ten cały zasapany próbował unormować swój oddech. Niby taki silny, a jednak pokonują go zakupy.
- Nigdy więcej nie pójdę na zakupy. - Powiedział z lekiem w oczach, a mi od razu zachciało się śmiać. Chłopak wyglądał na przestraszonego i zagubionego.
- No co ty nie mogło być tak źle, nikt nie kazał ci tyle kupować. - Odparłam chowając rzeczy do lodówki, która z każdą chwilą stawała się coraz pełniejsza.
- Gdyby nie Katy, nie kupiłbym tyle rzeczy. Ona po prostu jest jakimś demonem. Gdy zauważyła mnie w sklepie od razu zabrała mi mój wózek i zaczęła ładować do niego pełno produktów. Bałem się, że za chwilę inni ludzie nie będą mieli czego kupować. - No tak, cała Katy. Ona od zawsze uwielbiała zakupy i to nie tylko jeśli chodzi o ciuchy.

Justin

Przez ostatnie dwa lata wiele się zmieniło. Ja i Mandy staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Co było wtedy niemalże niemożliwe...a jednak ! Kocham ją jak siostrę, a od kiedy jej rodzice zmarli to nawet czasami zdarza mi się zachowywać jak nadopiekuńczy ojciec, co oczywiście nie podoba się jej, jednak ja staram się tym nie przejmować.
Był taki okres kiedy poczułem do Mandy coś więcej, zresztą nadal czuje, jednak ona dalami już kilkakrotnie do zrozumienia, że łączą nas stosunki czysto przyjacielskie. Oczywiście ja próbowałem się do niej zbliżyć, chociażby gdy Katy i Chris przygotowywali nam te " randki " lecz ona chyba tego nie zauważała.
Chciałbym jej czasami powiedzieć co czuje i już niejednokrotnie byłem o włos od powiedzenia jej tego, jednakże boję się o to co jest teraz między nami. Bo przecież ona może się nie zgodzić, a wtedy będzie tak...dziwnie. Najlepiej niech jest tak jak jest.
Poszedłem otworzyć drzwi, ponieważ ktoś perfidnie się do nich dobijał, a Mandy nie raczyła ich otworzyć. Złapałem za klamkę i ujrzałem Chrisa oraz Katy uśmiechniętych szeroko od ucha do ucha i trzymających się za rękę.
- Hej ludzie ! - Powiedziała Katy wchodząc do domu i zdejmując buty. Ja podszedłem do Chrisa i przybiłem z nim żłówika na powitanie.
- Hej ! Co was tu sprowadza ? - W salonie pojawiła się Mandy. Podeszła do Katy i Chrisa przytulając się z każdym z osobna.
- Nie uwierzycie. Mamy super propozycję nie do odrzucenia. - Powiedziała, a może raczej krzyknęła Katy.
- Już zaczynam się bać. - Powiedziałem ironicznie. Nigdy przecież nie wiadomo co ta dziewczyna wymyśli. Jest najbardziej zwariowaną i nieprzewidywalną osobą jaką znam.
- Tym razem jest to bardzo dobry pomysł. - Swoją opinie wyraził Chris, po czym udaliśmy się na kanapę by w końcu dowiedzieć się co to za genialny pomysł ta dwójka wymyśliła.
- A więc...Mój wujek, który mieszka w Europie, a dokładniej w Hiszpanii pozwolił nam wynająć swój domek na wakacje. I dokładnie za dwa tygodnie, czyli tydzień po zakończeniu roku szkolnego wylatujemy do Europy!


------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka !
No i mamy kolejny rozdział, który no nie powiem, mógł was zaskoczyć jednak jest to tylko namiastka tego czego możecie się spodziewać.  :D
Bardzo się cieszę, że wyświetlania z dnia na dzień pną się coraz wyżej w górę, jednak liczba komentarzy spada do JEDNEGO.  No ale cóż, trzeba z tym żyć, jednak chcę wam powiedzieć, że komentowanie bardzo motywuje i chociaż mały komentarz wywołuje ogromny uśmiech na mojej twarzy ;)
Także, do kolejnego !

piątek, 17 kwietnia 2015

5.Sexy señorita

Justin 

Szedłem w stronę mojego domu i rozmyślałem nad moim planem. Chciałem jakoś wynagrodzić Mandy to, że  tak się zachowałem.
Moja kara w szkole się dzisiaj skończyła, więc nie musiałem zostać po lekcjach i sprzątać, a miałem więcej czasy na przygotowanie niespodzianki.
Ruszyłem w stronę starego magazynku, w którym ćwiczę i w którym nie dawno byłem z Mandy. Była godzina piętnasta, więc na pewno są tam teraz moi kuple, a mam do nich pewną sprawę.
Wszedłem do środka i zobaczyłem Rayana, Chaza, Chrisa, Marco i Diego.
- Siema Stary ! - Powiedzieli prawie równo i podeszli się do mnie przywitać.
- Cześć chłopaki. Mam do was sprawę. - Nie chciałem owijać w bawełnę, ponieważ miałem nadzieję, że jeszcze dzisiaj wynagrodzę wszystko Mandy.




Mandy

Siedziałam w domu i przeglądałam facebook'a, gdy dostałam wiadomość od Justina.

Od Justin 
Hej Mandy. Wiem, że się na mnie gniewasz za moje ostatnie zachowanie, dlatego chcę ci to wynagrodzić. Moglibyśmy się dzisiaj spotkać ? 


Nie mogłam uwierzyć, że on po takim czymś chciał się jeszcze ze mną spotkać. Jeśli tak to bardzo się mylił, bo ja nie mam zamiaru się z nim spotykać. Nie po tym jak zostawił mnie samą w samochodzie, a sam poszedł się najebać. Oczywiście chciałabym żebyśmy się już nie kłócili i żeby nasze stosunki były lepsze niż dotychczas jednak gdy on tak się zachowuje jest to niemożliwe.

Do Justin
Czy się gniewam ? Bieber ja jestem wkurwiona. Zostawiłeś mnie samą w tym durnym samochodzie i poszedłeś się schlać. I tylko dlatego, że mam dobre serce i nie miałam jak dowieźć cię do domu spałeś u mnie. I nie, nie możemy się spotkać. 


 Od Justin
Ups...Trochę za późno, bo jestem przed twoim domem :D 

Zaraz zabiję tego gnojak. Jak on w ogóle ma czelność tutaj przychodzić ?
Czym prędzej zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi za, którymi dostrzegłam smutnego Justina. I chociaż nie wiem jak bym próbowała go w tym momencie nienawidzić. Nie potrafię. Gdy widzę go smutnego wszystko staje się mało ważne i schodzi na drugi plan.
Brunet gdy mnie zobaczył lekko się uśmiechnął i wyciągnął w moją stronę dłoń. Chwilę się wahałam czy aby na pewno dobrze robię pozwalając na to, żeby Bieber mnie gdzieś zabierał no, ale przecież raz się żyję co nie ? A nikt też nie powiedział, że muszę mu wybaczyć od razu, niech się chłopak męczy. Chwyciłam, więc dłoń Justina i ruszyliśmy do jego samochodu.

Po około dwudziestu minutach jazdy znaleźliśmy się przed magazynem, do którego Bieber przyprowadził mnie kilka dni temu. Bardzo cieszyłam się, że znowu jestem w tym pięknym miejscu, ale totalnie nie wiedziałam po co tutaj przyjechaliśmy.
Bieber przez całą drogę jak i teraz nie odezwał się do mnie ani słowem, tylko szedł przed siebie nawet na mnie nie patrząc, trochę mnie to irytowało, ale w sumie lepsze to, niż patrzenie na niego. Justin otworzył drzwi od magazynu lecz nie wszedł do środka. Wyjął zza siebie kawałek szmaty i obszedł mnie dookoła stając za mną po czym zawiązał mi oczy. Chciałam już coś powiedzieć lecz ten przytknął mi do ust palec, a następnie zaprowadził mnie do środka i kazał usiąść na, jak mi się wydaje, fotelu.
Po krótkiej chwili w sali rozbrzmiała muzyka, a Justin zaczął śpiewać.
Here kitty
Here kitty uh
Ven hacia mi se mi mamasita
Need a big girl not a chiquitita
Sambame mi niña bonita

Zdjęłam z oczu chustkę i zaczęłam się przyglądać Justinowi i grupie tancerzy.

Sambame mi niña bonita
Dame what I want ven conmigo a jugar
Give ya ten points pon tu cuerpo a bailar
Here kitty
Here kitty uh
Eres una fiesta pa' mi mamasita

MIDNIGHT
Ella esta en mi cabeza
you're my cenicienta
Pronto acaba la fiesta
(voy a enloquecer)
We only wanna rrumba
And dance tumba que tumba
You know you my

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa
Girl you need go muy deprisa

Here kitty
Here kitty uh
Ven hacia mi se mi mamasita
Need a big girl not a chiquitita
Sambame mi niña bonita
Dame what I want ven conmigo a jugar
Give ya ten points pon tu cuerpo a bailar
Here kitty
Here kitty uh
Baby baby come on lets go


MIDNIGHT
Ella esta en mi cabeza
you're my cenicienta
Pronto acaba la fiesta
(voy a enloquecer)
We only wanna rrumba
And dance tumba que tumba
You know you my

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa
Girl you need go muy deprisa

Tu miras a otro lado y yo sigo por ti
You're try to cut my off
But I keep working you see
Woah my señorita
My señorita...

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa

Sexy señorita wont ya come play ah
Woah oh oh oh
Hasta que nos caiga la noche
I keep playing
I keep dancing
Come on play ah
Woah oh oh oh
Dame beso
Dame risa
Girl you need go muy deprisa
COME ON 

Justin skończył śpiewać i podszedł do mnie. Byłam zaskoczona i nie mogłam nic powiedzieć. 
- Mandy, przepraszam za moje zachowanie. Wiem, że nie powinienem był się tak zachować i na prawdę przepraszam. Bardzo tego żałuję i chcę być mi wybaczyła. - Nie mogłam nic powiedzieć. Rzuciłam mu się na szyję i mocno przytuliłam, na co grupa ludzi stojących za Justinem zaczęła klaskać.
A ja powiedziałam na ucho do Justiana.
- Wybaczyłam ci już jak stałeś pod moim domem głuptasie. 
- Czyli, że nie musiałem się to tak wysilać ? - zapytał lekko oburzony. 
- Nie...ale cieszę się, że to zrobiłeś. - Poczochrałam jego włosy i odwróciłam się w stronę ludzi przyglądającym się nam. -  a tak w ogóle to jestem Mandy. - Przedstawiłam się i dopiero teraz zauważyłam tam Chrisa. Szybko do niego podeszłam i się do niego przytuliłam, po czym wróciłam do Justina.
- Mandy, to jest Rayana, Chaz, Marco, Diego, no a Chrisa już znasz. - Przedstawił nas sobie Justin. 
- Cześć. - Powiedzieli wszyscy razem. 
- A tak w ogóle to mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. - Powiedział do mnie Justin i podał mi małe czarne pudełeczko. Otworzyłam je i zobaczyłam srebrny kluczyk. - Są to klucze do tego magazynu. Od dzisiaj to jest twoja sala prób. - Powiedział Justin, a ja stałam dalej jak słup soli.
- Justin..ja....ja nie mogę tego przyjąć. 
- Ależ jasne, że nie możesz. Ty musisz go wziąć i nie ma żadnego ale. 
- Dziękuję - Przytuliłam się po raz kolejny do chłopaka i lekko uśmiechnęłam. 


____________________________________________________________________________
Rozdział jest do dupy, no ale musiałam jakoś go napisać bo to od niego cała akcja będzie nabierała tempa. Jak na pewno zauważyliście, trochę długo musieliście na niego czekać, jednak cały ten tydzień nie miałam nawet chwili odpoczynku. Jak nie jakieś zawody, to konkurs recytatorski, to treningi, jak nie treningi to próby, a jak nie próby, to jakiś wyjazd i tak dalej, więc pisałam ten rozdział w wolnych chwilach i na telefonie, dlatego jest on tak kiepski. 
Ale nie martwcie się, od poniedziałku mój harmonogram powinien się trochę rozluźnić, więc kolejny rozdział będzie lepszej jakości. 
Do kolejnego :* 


niedziela, 12 kwietnia 2015

Drugi Blog !

Cześć Kochani!
Dzisiaj przychodzę do was z informacją :D
Założyłam ostatnio NOWEGO BLOGA !!!
Nie jest on o Justine Bieberze, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. 
Jego głównymi bohaterami są Jorge Blanco i Martina Stoessel. Są to aktorzy z serialu Violetta, jednak opowiadanie nie ma z tym nic wspólnego.  
Ponadto nie jest on o Bieberze, ale Justin jest jednym z bohaterów,którzy będą tworzyć całą akcję w późniejszym czasie. 
Mam nadzieję, że wpadniecie i pozostawicie po sobie ślad. 


 

sobota, 11 kwietnia 2015

4. Teraz ja śpię na podłodze.

Mandy

Usłyszałam, że ktoś zamyka okno, więc wstałam usiadłam i otworzyłam oczy. Zauważyłam Biebera zamykającego okno. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, więc jest jeszcze noc. Justin odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie.
- Czemu ja jestem u ciebie w pokoju ? Czemu ty śpisz na podłodze, a ja na łóżku i czemu było otwarte okno ? - Zapytał szukając jakichkolwiek wyjaśnień na tą całą sytuację. Biedny niczego nie pamięta. Więc ja mu teraz wszystko wygarnę.
- No to może od początku. Poszedłeś po swoją nagrodę i miałeś za chwilę wrócić, więc ja czekałam na ciebie w samochodzie. Minęło czterdzieści minut, a ciebie nadal nie było, więc postanowiłam, że pójdę po ciebie. Byłeś w klubie schlany w cztery dupy i obściskiwałeś się z jakąś blondynką. Wygoniłam ją, a ciebie zaprowadziłam do samochodu. Stawiałeś opory, ale jakoś dałam radę. Później wsiadłam za kierownicę no i po półtorej godzinnej jeździe przyjechaliśmy do mnie, ponieważ gdybym cię odwiozła nie miałabym jak wrócić. Wczołgałam ciebie do mojego pokoju i rzuciłam na podłogę, jednak gdy poszłam się umyć i wróciłam ty byłeś już na łóżku. Stwierdziłam, że dobrą karą będzie gdy wezmę ci kołdrę i otworzę okno, a sama przykryję się kocami. - Zakończyłam swoją wypowiedź, a Justin patrzył na mnie z otwartymi oczami, jakby nie wierząc w to co właśnie powiedziałam. Chwilę pomyślał i powiedział.
- Ty jechałaś moim autem ? - Zdziwiło mnie jego pytanie, bo przecież jasno mu to przed chwilą powiedziałam.  Kiwnęłam głową na znak potwierdzenia, a Justin wstał z miejsca i ustał nade mną. - Kto ci pozwolił dotykać mojego samochodu ? - Jak on jeszcze śmie o to pytać. On nie był w stanie prowadzić.
- Bieber nie bądź śmieszny. Byłeś zalany w cztery dupy i ledwo co stałeś na nogach, więc jak niby inaczej mieliśmy wrócić do domu ? - Chwile się zastanowił i ponownie usiadł na łóżku.
- Przepraszam...- Powiedział tak cicho, że ledwo co to usłyszałam. Uśmiechnęłam się do niego słabo i zerknęłam na zegarek była trzecia nad ranem, więc wypadałoby jeszcze iść spać.
- Dobra...myślę, że powinniśmy się jeszcze położyć, bo jest dopiero trzecia. - Powiedziałam się i już miałam się położyć  gdy Justin wziął mnie na ręce i położył na łóżku.
- Teraz ja śpię na podłodze. - Powiedział z uśmiechem i położył się na moim wcześniejszym miejscu. Ja wtuliłam się w moją poduszkę i wdychając piękne perfumy i nieco mniej piękny zapach alkoholu, zasnęłam.


Justin 
 
Wstałem rano i zauważyłem, że Mandy jeszcze śpi. Trochę głupio mi było po tym co wczoraj odwaliłem, no ale czasu nie cofnę, mogę jedynie postarać się to naprawić.
Ostatnio dużo myślałem nad moja relacja z Hamilton i doszedłem do wniosku, że tak na prawdę by nie mamy powody by tak siebie nienawidzić. Nigdy ona mi nic nie zrobiła, a ja ją tak traktuję. ie myślcie sobie, że chce diametralnie zmienić nasze stosunki. Co to to nie, ale chcę żebyśmy byli chociaż kolegami, a nie tak jak jest to teraz - osobami, które się nienawidzą.
Stwierdziłem, że nie będę budzić Mandy i pójdę się trochę odświeżyć, co było możliwe gdyż miała łazienkę w pokoju i nie musiałem się narażać na spotkanie z jej rodzicami.
Szybkim krokiem ruszyłem w stronę łazienki. Była ona urządzona, bardzo ładnie i skromnie. Wszystko było zachowane w trzech kolorach - Białym, jasnofioletowym i różowym. I o dziwo, podobało mi się.
Przemyłem twarz wodą i wytarłem ją ręcznikiem, po czym wszedłem pod prysznic i dokładnie się umyłem. Gdy wyszedłem z łazienki Mandy już nie spała. Siedziała na łóżku z telefonem w ręku i zawzięcie z kimś pisała. Miała na sobie krótkie spodenki i luźną bluzkę. Jej włosy były nieułożone i pokręcone we wszystkich stronach, a poza tym wyglądała ładnie. Nigdy nie patrzyłem na nią jak na dziewczynę. Zawsze była moim wrogiem  i nic poza tym. A teraz widzę ją jako dziewczynę i bardzo mi się podoba.
- Hej. - Hamilton dopiero teraz zauważyła, że już wyszedłem i się przywitała,
- Cześć . - Odpowiedziałem i zacząłem składać koce na podłodze. - Pomogę ci tutaj posprzątać i się zmywam. - Mandy kiwnęła tylko głową i poszła w moje ślady.


Byłem właśnie w drodze do szkoły. Dzisiaj jest poniedziałek i od momentu, w którym spałem w Mandy nie widziałem jej. I chyba...nie chciałem widzieć. Było mi głupio, że musiała mnie czołgać pijanego i się ze mną użerać. I chyba mam już plan jak jej to wynagrodzić.


__________________________________________________________________

Rozdział krótki, ale nie mam zbytnio czasu. Oczywiście kolejny będzie dłuższy. :D
Do następnego ;*

czwartek, 9 kwietnia 2015

3. Co ty zrobiłeś ?!

Mandy

Jechaliśmy już z Justinem dobre 45 minut, a ja nadal nie wiedziałam gdzie jedziemy. Tak na prawdę to myślałam, że ten wyjazd jest odwołany po tym jak się dzisiaj posprzeczaliśmy, ale najwyraźniej Bieber miał inne plany.
Spojrzałam na Justina. Była bardzo skupiony na drodze. Jego brązowe włosy był idealnie ułożony do góry, a usta zaciśnięte w jedną linię. Nie mogłam wyczytać z jego twarzy czy jest zły, czy spokojny. Kilka razy próbowałam już się go spytać dokąd zmierzamy, ale za każdym razem odpowiadała mi głucha cisza. Miałam już tego dość. Przecież jeszcze kilka tygodni temu nienawidziłam tego chłopaka, a teraz siedzę z nim w jednym samochodzie. To jest nienormalne. No i w dodatku nie zostałam poinformowana gdzie on mnie tak w ogóle zabiera.
Po dziesięciu minutach jazdy dojechaliśmy do miejsca, gdzie było pełno ludzi oraz samochodów. W tym miejscu wydawało się, że jest tutaj jeszcze ciemniej niż w rzeczywistości. Nie miałam ochoty wychodzić z samochodu Justina. Chciałam tylko żeby odwiózł mnie do domu, bym nie musiała być w tym strasznym miejscu.
Justin widząc moje zakłopotanie odezwał się.
- Nie bój się Mandy. Nie jest tutaj tak strasznie jak ci się wydaje. - Zaśmiał się, a mi natomiast nie było do śmiechu.  Jestem odważną dziewczyną, ale takie miejsca mnie po prostu przerażają. Nie lubię ich i nie mam zamiaru w nich przebywać.
- Po co tutaj przyjechaliśmy ? - Zapytałam z załamującym się głosem widząc przez szybę grupkę ludzi palących marichuanę. To nie było dla mnie. Jedyne co kiedykolwiek paliłam to papierosy, ale tylko przez krótki czas, ponieważ nie lubiłam ich smaku.
- Jest tutaj wyścig i aby w nim wystartować trzeba mieć ze sobą partnerkę. Nigdy tak nie było i nie wiem po co to jest , ale takie są zasady. Wygraną w tym wyścigu jest 20 tysięcy, więc się opłaca . - Zamurowało mnie. On chyba nie sądził, że będę jechała z nim w jakimś durnym wyścigu. Mogłabym zrobić wszystko, ale nie to. Uwielbiam samochody i inne tego typu maszyny, ale wyścigi to dla mnie za wiele. Tym bardziej, że kierowcą jest chłopak, który mnie nienawidzi.
- Nie ma mowy, że wystartuje w nim z tobą. - Powiedziałam stanowczo i ostro. Justin cały cas na mnie patrzył i badał każdy centymetr mojego ciała.
- Proszę Mandy, tylko jeden wyścig. To dla mnie bardzo ważne. Masz tylko siedzieć tu gdzie siedzisz i nic nie robić. - Powiedział jakby to była najprostsza rzecz na świecie. On chyba nie zdawał sobie sprawy jakie konsekwencje mogą za tym iść.
- Bieber czy ty już do końca zdurniałeś ?! A jak nam się coś stanie ? Nie ma mowy, że będę się na to narażać. - Wykrzyczałam do niego.
- Mandy no proszę, proszę, proszę. Nic nam się nie stanie. Proszę. Tylko się zgódź. Nie mogę teraz znaleźć kogo innego, bo już cię wpisałem...- Powiedział z miną szczeniaczka. Normalnie nie poznaje pana Biebera.
- Co ty zrobiłeś ?!
- No bo...ym..ja. Ja tak jakby wpisałem cię już, że jedziesz ze mną i ten...no...nie da się tego cofnąć. - Spojrzał na mnie błagalnie. - To jak? Pojedziesz ze mną Hamilton ? - Zapytał po raz kolejny .
- A mam jakiś wybór ? - Wywróciłam oczami i zerknęłam na Biebera.
- Wiedziałem , że się zgodzisz. - Puścił mi oczko, na co ja kolejny raz w ciągu minuty wywróciłam oczami.
- Taaa...


***

 Wszyscy ustawili się na linii startu. Ja oczywiście siedziałam w samochodzie Justina na miejscu pasażera i trzęsłam się jak galareta z przerażenia. Ja nie wierzę, że się na to zgodziłam. Normalnie nie wierzę. Bieber ma dar przekonywania. Chyba zauważył, że się chyba zbyt bardzo denerwuje.
- Ej, Hamilton. Nie wiedziałem, że się boisz. - Powiedział puszczając do mnie oczko już chyba tysięczny raz dzisiejszego wieczoru. Ten chłopak jest na prawdę wkurzający. W jednej minucie potrafi być milutki jak pluszowy miś, a w drugiej staje się znowu Dupkiem Justinem.
- Hah...ja się boję ? No chyba nie Bieber. - Chciałam być wiarygodna, ale chyba mi to nie wyszło, ponieważ szatyn zaśmiał się pod nosem.
- Taa..- Powiedział patrząc na przednią szybę. - Obiecuję, że nic nam się nie stanie. - Uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Trzymam cię za słowo. - Odparłam i zobaczyłam, że dziewczyna w bardzo skąpym stroju wyszła przed szereg samochodów i ustawiła się na samym środku. Po chwili chorągiew, którą trzymała w ręki poszła na dół, a wszystkie samochody ruszyły niczym pędzące konie. Justin już na samym początku był na prowadzeniu. Jechaliśmy cholernie szybko i tak samo cholernie się bałam. Zerkłam na Justina i zauważyłam, że jest mega skupiony na drodze, co trochę mnie uspokoiło bo miałam pewność, że nic go nie rozproszy. W lusterku mogłam zobaczyć, że jakiś biały samochód nas dogania, jednak Bieber jkaby go nie zauważając jechał swoim tempem.
- Jeszcze tylko jedno okrążenie. - Usłyszałam z ust szatyna słowa wypowiedziane do siebie. Jeszcze raz popatrzyłam w lusterko. Biały samochód był coraz bliżej nas lecz gdy był już bardzo blisko Justin niespodziewanie zajechał mu drogę, na co ten wypadł z toru. Cała zatrzęsłam się na gwałtowny ruch Justina, jednak starałam się zachowywać spokojnie, aby go nie rozproszyć. Cała się trzęsłam patrząc na to z jaką prędkością jedziemy. W przedniej szybie zauważyłam, że już za chwilę meta. Bieber dodał gazu i już po chwili byliśmy poza metą.


Siedziałam już w samochodzie Biebera jakieś 40 minut, a go nadal nie ma. Po swojej wygranej poszedł po nagrodę i miał wrócić do samochodu za chwile, a jak na razie to śladu po nim brak. Zaczęłam już się denerwować, bo za pewno moja mama bardzo się o mnie martwi. Myśli, że poszłam na imprezę, ale miałam wrócić najpóźniej o pierwszej, a jest dwunasta trzydzieści. Zważając na to, że droga tu trwa około 50 minut, to na pewno się spóźnię.
Postanowiłam poszukać wielce szanownego pana Biebera, dlatego wyjęłam klucze ze stacyjki, wysiadłam z samochodu, po czym go zamknęłam i poszłam w kierunku, w którym skierował się Justin. Było ciemno więc mało widziałam, jednak mogłam dostrzec, że po prawej stronie znajduje się jakieś pomieszczenie, w nim zważając na głosy i muzykę - impreza. Już chyba wiem gdzie jest pan Bieber. - Pomyślałam i ruszyłam w kierunku, z którego słychać było muzykę. Weszłam do środka i czując zapach postu zmieszany z zapachem marichuany oraz alkoholu poczułam potrzebę zwymiotowania. Postanowiłam jednak o tym nie myśleć tylko znaleźć Biebera. Poszłam w kierunku baru i zauważyłam szatyna siedzącego z jakąś laską na kolanach. O nie. Tego już za wiele. Ja tutaj siedzę w samochodzie i czekam na niego, a on sobie siedzie sobie z jakimś plastikiem i się obściskuje. Tak się ze mną nie pogrywa Bieber. Podeszłam do nich szybkim krokiem i ręką zrzuciłam tą jego lalunię z jego kolan.
- Pani już podziękujemy. - Powiedziałam ze sztuczną uprzejmością. Dziewczyna tylko sięgnęła po swoją torebkę i odeszła bez słowa.
- Co.. ty... ty do cholery wyprawiasz Hamilton ? - Wybełkotał Justin, a ja jeszcze bardziej się wściekłam. Przecież on jest schlany w cztery dupy.
- Co ja wyprawiam ?! C ty wyprawiasz Bieber ?! Jesteś schlany w cztery dupy, a ja czekam na ciebie w tym cholernym samochodzie jak jakaś kurwa, bo musiałam tutaj z tobą przyjechać by pojechać z tobą w tym twoim popierdolonym wyścigu ! I ty się mnie pytasz co ja robię ?! - Krzyknęłam do niego po czym wzięłam go za rękę i wyprowadziłam z klubu. Bieber stawiał opory jednak w końcu się poddał. Co chwila mi się gdzieś przewracał ale po 15 minutach tortur wsiadł do auta. Nie miałam innego wyboru jak sama poprowadzić to cholerne auto. Wiedziałam jak jechać, bo mój tata mnie tego nauczył jednak czułam się dziwnie za kierownicą i trochę niepewnie, dlatego jazda do mojego domu nie trwała pięćdziesięciu minut jak z Justinem tylko półtorej godziny.
Gdy zaparkowałam samochód na parkingu miałam większy problem niż dojazd. Jak go do cholery wnieś do mojego pokoju ? No bo przecież nie zostawię go tutaj ( Choć na to zasługuję). Bo mam w sobie jeszcze trochę resztek życzliwości do tego człowieka. No a odwieźć do domu go też nie mogę, bo jak ja niby wrócę do domu bez pieniędzy ? Postanowiłam, że go obudzę i zobaczę czy będzie w stanie iść. Wyszłam z samochodu i otworzyłam drzwi od strony pasażera. Poklepałam go po policzku. Minęło kilka minut zanim się obudził i poszliśmy pod drzwi mojego domu, które bezgłośnie otworzyłam i weszłam razem z Bieberem pod pach.ą do środka. Mama i tata już spali co było mi bardzo na rękę, bo nie zobaczą pijanego Justina u mnie w domu. Powoli weszliśmy po schodach do mojego pokoju. Rzuciłam Biebera na podłogę i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam swoje pidżamy. Gdy wyszłam zauważyłam, że Justin nie leży na ziemi, ale na moim łóżku. Ale dupek ! Na pewno nie będę z nim spała w jednym łóżku. O nie. Wyjęłam koce z szafy i rozłożyłam je na podłodze. Podeszłam jeszcze do okna i je otworzyłam. Zabrałam Bieberowi kołdrę i sama się nią okryłam. Mi było ciepło, a on niech marznie.


__________________________________________________________
Rozdział 3 !
Jak wam się podoba ?
Na pewno zauważyliście nowy szablon. Co o nim sądzicie ? Moim zdaniem jest całkiem ładny i fajnie pasuje do opowiadania. 
Jest też nowa zakładka " Wasze Blogi " możecie tam się promować. Na pewno zajrzę na każdy ! :D
Do kolejnego rozdziału !
Pa Kotki :*